Jak się w tym wszystkim nie pogubić...

Zacznij od początku. (To znaczy od końca...)
A dalej rób jak chcesz...

Wykaz tematów
:
Fikcja naukowa/nauka fikcyjna
Fumelopedia
Matematyka inaczej
Meta
Myśli rozsypane (poezja/piosenki)
Na bieżąco
Recenzje (prawdziwe i nie)
Rodzina
Swoją szosą (dygresje na temat)

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą meta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą meta. Pokaż wszystkie posty

14.4.09

Smacznego jajka


GARŚĆ PRZEMYŚLEŃ POWIELKANOCNYCH

O świątecznych metaforach

Wszystko nam się zatraca. Święta minione, najważniejsze święta Chrześcijaństwa w ogóle, tradycyjnie już zatonęły w deszczu kartek z zajączkami, niosącymi w koszyczkach śliczne żółte kurczaczki, względnie ich fazę larwalną -- piękne, wielobarwne pisanki. Gdy symbol przestaje symbolizować, czyli znaczyć coś więcej, a zaczyna istnieć jako swoje własne znaczenie, czytelność wszelkiej metafory zanika. Nie dziwi wobec tego natłok życzeń w stylu: Smacznego jajka czy Wesołego alleluja. W pewnym momencie jednak człowiek, który zachował jeszcze resztki krytycznego znaczenia, zadaje sobie kluczowe pytanie: ale o co chodzi?

(Zdrowia i alleluja, bo to najważniejsze, jak powiedziała Kwiatkowska w czternastym wieczorze Kabaretu Starszych Panów. W jakże piękny, absurdalny sposób ukazuje to absurdalność wcale nie pięknego gubienia głębszych sensów!)

A skoro już o jajkach mowa...


Różne przejawy dylematu jajka i kury

Co było najpierw: jajko czy kura? To pytanie nurtuje człowieka praktycznie od zawsze, a w każdym razie odkąd sięgam pamięcią. (Złośliwy powiedziałby może: czyli od okolic ostatniej środy. Ale zostawmy złośliwym ich jad na inne okazje.) Należy zaznaczyć, że owo metafizyczne jajko nie musi mieć w istocie nic wspólnego z tym, czym dzieliliśmy się w ostatnią niedzielę, zaś kura może wcale nie gdakać ani nawet nie mieć skrzydeł. Dylemat jajka i kury, w swej wersji uogólnionej, wiąże się z szukaniem pierwszej przyczyny tam, gdzie przyczyna i skutek są trudne do odróżnienia, a przeważnie wręcz oddziałują na siebie nawzajem, i wypływają jedno z drugiego i vice versa.

Ostatnio natrafiłem na parę interesujących przejawów tego zagadnienia w różnych dziedzinach.


Przejaw pierwszy: Göbekli Tepe a początki rolnictwa

W związku z odkryciem w Göbekli Tepe w Turcji najstarszej znanej świątyni (datowanej na co najmniej 9500 p. Chr.) pojawiła się teoria, iż jej wzniesienie miało związek z udomowieniem pszenicy. Istotnie, uprawiana obecnie pszenica jest najbliżej spokrewniona z pszenicą dziką właśnie z tych rejonów Turcji. Pytanie jednak, czy, jak twierdzi badający Göbekli Tepe prof. Schmidt wybudowanie miejsca kultu spowodowało potrzebę gromadzenia większych zapasów żywności, a więc między innymi udomowienia pszenicy, czy może na odwrót: odnalezienie miejsca obfitującego w pszenicę dającą się łatwo udomowić sprawiło, że człowiek ówczesny uznał to miejsce za wskazane przez bogów, i dlatego powstało tu miejsce kultu?


Przejaw drugi: architektura gotycka a polifonia średnio- wieczna

Pewien zaprzyjaźniony muzykolog opowiadał mi niedawno, że czytał fragment książki poświęconej postrzeganiu zmysłowemu w średnio- wieczu (rozdział poświęcony słuchowi, jak łatwo się domyślić). Znalazł tam taką oto koncepcję:
Na przełomie dwunastego i trzynastego stulecia w architekturze rozpoczął się okres gotyku. Kościoły były coraz wyższe, co powodowało, że dźwięki wysokie roznosiły się lepiej, podczas gdy dźwięki niskie miały dłuższy czas pogłosu. Miało to wpływ na praktykę muzyczną: właśnie od trzynastego wieku rozwija się średniowieczna polifonia oparta na długonutowym niskim tenorze oraz ruchliwych głosach wyższych. Tenor musiał być prowadzony w długich wartościach, gdyż w przeciwnym razie poszczególne dźwięki zlewałyby się i melodia byłaby nieczytelna. Głosy wyższe tymczasem mogły ulec rozdrobnieniu, ponieważ brzmiały bardziej klarownie.
Znowu nasuwa się jednak pytanie: czy faktycznie przemiany w archi- tekturze wpłynęły na przemiany w kompozycjach? A może nowe potrzeby muzyczne zaowocowały nowymi rozwiązaniami akustycz- nymi?


Ko, ko, ko

I na koniec jeszcze jedna uwaga. W algebrze liniowej mówi się, że jeśli kura zniosła jajko, to ko-jajko ko-zniosło ko-kurę.

5.1.09

Jeszcze o 'blogu'


Przyznać muszę -- nigdy bym wcześniej nie pomyślał -- owo blogowanie nawet mi odpowiada. Nikt mi tu (na razie) niczego nie narzuca (nawet ja sam sobie samemu na odrobinę swobody pozwalam). Bardzo to odświeżające.

Mogę pisać o wszystkim, co mi tylko do głowy przyjdzie (a przychodzi sporo, choć nierzadko są to rzeczy raczej się do publikacji nie nadające). Mogę pisać od rzeczy do rzeczy. I zupełnie od rzeczy również (to chyba najczęściej). Mogę śmiejąc się, głośno krzyczeć to, czego poważnie nie ośmieliłbym się wyszeptać. Mogę kolekcjonować osobliwości. Mogę kpić w żywe oczy. A nawet pytać o drogę.

Forma tego całego bałaganu ma ciekawe własności. Tworzą się sieci powiązań i odwołań. To zabawne, na tak błahych treściach tworzyć tak skomplikowane struktury...

Słowem, nie wiem, czy to właśnie sobie Prezes w Kapeluszu wyobrażał, sugerując mi pisanie Notatnika osobliwego, niemniej wdzięczny mu jestem niezmiernie za ową ideę. (Pewnie teraz żałuje.)

4.1.09

Trzy kategorie wiedzy


Wiedzę
możemy ze względów poznawczych podzielić na trzy kategorie:
1. oficjalną,
2. obiegową,
3. zbliżoną do prawdy.

Wiedza oficjalna to wiedza zinstytucjonalizowana, przenoszona za pomocą mediów (mass mediów, książek, itp.), głoszona przez autorytety. Jej cechą charakterystyczną jest dążność do kształtowania opinii, światopoglądów, kreowanie pewnego obrazu rzeczywistości, swoista (ukryta) życzeniowość. Zależnie od kontekstu, wyróżniamy liczne podkategorie: propaganda, agitacja, cenzura, ideologia, rzeczywistość medialna, rzeczywistość akademicka itp. Posiada dużą siłę oddziaływania, jednak ze względu na swą niespójność (często różne instytucje dążą do przekazania tzw. prawd, pozostających jedne z drugimi w sprzeczności) nie tworzy jednego obrazu świata i podlega licznym krytykom.

Wiedza obiegowa to wiedza ludu, tak zwany zdrowy rozsądek, względnie chłopski rozum, cechująca się powszechnością, schematycznością, licznymi uproszczeniami. Przekazywana z ust do ust (plotka, pogłoska, pomówienie), nabyta w drodze gromadzenia doświadzeń, nauczana w szkołach, względnie publikowana w rozmaitych książkach lub czasopismach (wiedza popularna). Ten rodzaj wiedzy, podlegający kształtowaniu przez różne przejawy wiedzy oficjalnej, jest najszerzej rozpowszechniony.

Wiedza zbliżona do prawdy to wiedza bliska stanowi faktycznemu. Ze względu na swą nieoczywistość z jednej strony, i nieatrakcyjność z drugiej, dostępna jest tylko nielicznym jednostkom, takim mianowicie, które cechują się zdolnością krytycznego myślenia, i nie zatraciły jej w trakcie procesu edukacji i socjalizacji. Ze względu na niewielką siłę oddziaływania, posiada marginalne znaczenie.

3.1.09

blog


Blog
to słowo z rzędu uwielbianych przeze mnie do białej gorączki. (Proszę się nie gorszyć tym oksymoronem. Użyłem go świadomie. Mam ambiwalentny stosunek do tego słowa, powiedziałby Yossarian...) Stawia mnie ono wobec męczonego w szkołach na języku polskim pytania o wyobcowanie ze współczesnej polszczyzny...

Żeby trochę zmądrzeć, zajrzałem najpierw do słowników. (Online, żeby nie było.)
Słownik języka polskiego PWN mówi, że blog jest to «dziennik prowadzony przez internautę na stronach WWW».

Nie jestem taki głupi. Dobrze wiem, że to anglicyzm.

Szukam dalej. (Na dictionary.com, rzecz jasna.)
Dowiaduję się, że blog to dziennik online. Że występuje w funkcji czasownika: «prowadzić dziennik lub chronologię myśli -- online». Że zwany jest też Weblog.

Ha! Jesteśmy w domu. Log to przecież dziennik (np. pokładowy, podróży itp.). Czyli Weblog to dziennik pokładowy w sieci prowadzony.

Welcome on board, Ladies and Gentlemen.

2.1.09

Ciąg dalszy


Ponieważ doskwiera mi nadmiar zadań do wykonania, nie pozostaje nic innego, jak z czegoś zrezygnować. A że wybór jest trudny, postanowiłem zrezygnować ze wszystkiego. I zająć się czymś "produktywnym".

Pora więc na wypocin moich... ciąg dalszy.

Z matematyki znamy różne ciągi... ale pewnie mało kto z czytających te słowa (biorąc pod uwagę, że z dużym prawdopodobieństwem mało kto je czyta, mogę tego typu arbitralne sądy wypowiadać bez większego ryzyka pomyłki...) wie, co to takiego ciąg dalszy.

A ja wiem.

Wieloletnie studia nad przedmiotem doprowadziły mnie do wniosku, że ciąg dalszy jest to taki ciąg, dla którego n>N. (W tej słynnej definicji z epsilonem i deltą i całą serią kwantyfikatorów, które powracają w nocnych koszmarach niejednego licealisty. A przecież to jedna z prostszych -- i podstawowych -- definicji matematycznych.)

W ramach ciągu dalszego chciałbym zaznaczyć, że różne rzeczy będę tutaj pisał. Pojawiło się nawet na górze takie miejsce z zasygnalizowanymi tematami. Można by to nazwać meta-blogiem, jako że wynosi nas poza przestrzeń blogu, mówiąc coś o nim... Dla wszystkich wystraszonych (jak również dla tych, dla których meta jest za rogiem) chciałbym, ku pokrzepieniu, zacytować takie oto meta-podziękowanie, jakie trafiło do jednego z lokalnych miesięczników:

META-PODZIĘKOWANIE DLA METAREDAKCJI

Podziękowanie jest relacją dwuargumentową, której dziedziną jest zbiór wszystkich ludzi. Zamiast mówić ‘A i B są w relacji podziękowania’ mówimy ‘A dziękuje B’. Niekiedy relacja podziękowania bywa rozbudowana do postaci trójargumentowej, ‘A dziękuje B za C,’ przy czym argument C może być dowolnym przedmiotem. A nazywamy ze względów gramatycznych podmiotem dziękującym, B — z braku lepszych pomysłów — nazywamy adresatem podziękowania, C zaś ze względów formalnych nazywamy przedmiotem podziękowania.

Przykład: Czytelnik dziękuje redakcji za ostrzeżenie.

‘Czytelnik’ jest w tym zdaniu podmiotem dziękującym, ‘redakcja’ adresatem podziękowania, zaś ‘ostrzeżenie’ przedmiotem podziękowania.

Meta-wdzięczny meta-czytelnik
pan Anatol



Obserwatorzy